poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 4



Woda lała się mocnym, ciepłym strumieniem, na mój kark, łagodząc ból spiętych mięśni. Dopiero teraz, pod koniec dnia, poczułam jaka jestem zbolała. Stojąc w przyjemnym deszczu i  mrużąc oczy, włączyłam radio, wmontowane na stałe w kabinę prysznica. Cała łazienka zatonęła w dźwiękach muzyki, jednej z nowojorskich  całodobowych stacji radiowych. Bezwiednie zaczęłam nucić graną piosnkę. Była energiczna. Rockowa. Łatwo wpadała w ucho. Ostatni refren zaśpiewałam, nieco fałszując, wraz z głównych wokalistą.
- To była grupa 5 Seconds of Summer, nowość na listach przebojów Ameryki, no i świata. Jak widać  secondo of Summer radzą sobie całkiem nieźle, co Max? – zagadnął spiker, radosnym, nadpobudliwym głosem człowieka, którego rytm dnia mocno odbiega od  normy.
- Racja, Stive.- opowiedział drugi facet imieniem Max. – Muszę jednak zmartwić fanki, bo te szalenie przystojne chłopaki robią sobie aż miesięczne wakacje, po półrocznej stracie po Europie! Ich wokalista Luke Hemmings napisał wczoraj na jednym z portali społecznościowych, że swoją przerwę spędzi w NY. No, stary ale wybrałeś! Nie wiem czy wiesz, ale to miasto wyciśnie z ciebie resztki sił! Mogę ci obiecać, ze spać tu na pewno nie będziesz, a dziewczyny…
Nigdy nie dowiem się, co Stive miał do powiedzenia o nowojorskich dziewczynach, bo walnęłam pięścią w radio, uciszając je raz a dobrze. Spłukałam z siebie resztkę kokosowej piany i gdy okręcałam się niebieskim, puchatym ręcznikiem, ktoś załomotał w drzwi:
- Car, wyłaź! – to Jacob. Znów miał mi coś ważnego do powiedzenia. Dla mojego menagera nie liczyło się, czy jest pierwsza w nocy, czy dwunasta w południe. Czy ja, jego podopieczna, śpię, jem, pracuję, czy może właśnie się kąpię. Chodziło tylko o przekazanie informacji, wiadomości, newsa, plotki, rzucenie komendy. Westchnęłam i związałam w kok moje mokre włosy. Później je wysuszę. Otworzyłam mu drzwi, a on od razu wszedł do środka, machając dłonią i kaszląc spazmatycznie.
- Cholera kobieto, to nie sauna! Chciałaś się udusić?- w całej łazience było aż gęsto od unoszącej się tu pary. Nie przeszkadzała mi ona. Kochałam gorącą kąpiel.
- Co tam, Jake?- spytałam go po prostu. Nie odczuwałam skrępowania, przez to, że mam na sobie jedynie jakiś ręczniczek. Mój przyjaciel widział mnie w dużo gorszym stanie…
- Dobre wieści!- aż klasną w dłonie, a cała twarz mu się rozpromieniła. – Żaden z producentów nie wycofał się ze współpracy z tobą, a Tim przed chwilą osobiście do mnie zadzwonił, by pogratulować mi mistrzowskiego rozegrania sprawy z tym wywiadem. Bo wiesz- Jacob zaśmiał się krótko- on myśli, że Jane to wszystko za moim cholernym kierownictwem, by dodać jego produkcji trochę więcej eee… lśniącej diamentami oryginalności i zdrowego hollywoodzkiego rozgłosu. Kazał się pozdrowić… Tak czy inaczej, jeśli chodzi o twojego „chłopaka- Luka”, to on właśnie umieścił notkę na Twitterze, że jedzie…
- Do Nowego Yorku. Taaa, nic już nie mów, słyszałam w radiu. – przerwałam mu bezdusznie.
Jacob przez chwilę wyglądał, jak sflaczały balonik, z którego uszło powietrze, bo nie pozwoliłam przekazać sobie cudownych  wieści, ale po chwili znów tryskał niewiarygodnym entuzjazmem.
- Otóż to, Car!- wykrzyknął.- Wiesz, co to oznacza? Oznacza to, że wszystko jest już oficjalne i ani ty, ani tym bardziej on, nie możecie się już wykręcić, niezłe co? A teraz susz włosy i spać, bo jutro masz mi wyglądać jak milion dolarów!
Cały uszczęśliwiony wybiegł z łazienki, znowu gdzieś dzwoniąc.. Westchnęłam tylko i wzruszyłam ramionami. A wiec to już postanowione. Czułam się, jakby ktoś zmuszał mnie do małżeństwa. Oczywiście sama byłam sobie winna losując, a nie spokojnie przeglądając kandydatów, ale teraz moje dziewczyńskie rozczulanie się nad sobą, nie miało najmniejszego sensu. Wszelki opór był bezcelowy. Nie było odwrotu i teraz kiedy był już jako taki plan, w którym praktycznie wszystko mogło pójść nie tak jak powinno, mogłam tylko marzyć o jego powodzeniu i krótkiej, bezbolesnej znajomości z niejakim Lukiem Hemmingsem wokalistą zespołu punk-rockowego 5 Seconds of Summer z Sydney w Australii
                                                     ***
Około czterdzieści minut po ustalonej godzinie wreszcie zadzwonił dzwonek. Jacob wyskoczył ku drzwiom, jak z procy krzycząc: „ Już otwieram, już otwieram”. Ja natomiast zapadłam się jeszcze niżej w swoim puchatym fotelu i przyciągnęła, czytany kryminał bliżej oczu, tak że teraz kartki stykały mi się z czubkiem nosa. I tak próbowałam czytać, ale nie rozumiałam ani jednego słowa. Przekręciłam kartkę, nawet nie kończąc kartki. Byłam cała podenerwowana, jakbym za parę minut miała pisać okropnie trudny egzamin z chemii, od którego zależą dalsze losy całego wszechświata. Jednym słowem, słysząc wesołe odgłosy rozmów w hallu, skuliłam się jeszcze bardziej, tak, ze kolana miałam tuż przy czole. Książka spadła głucho na podłogę, jakby chciała mnie wydać. Moja sytuacja była po prostu beznadziejna! Spoglądając pół okiem, znad uda, na okno, odczuwałam szaleńczą chęć ewakuować się przez nie. Głosy były coraz bliżej. Słyszałam każdy ich krok. W końcu wszystko ucichło i już wiedziała, że stoją w salonie, a ja musze wyglądać jak postrzelona idiotka, wypisz, wymaluj z artykułu Jane.
- Carmen, choć tu Słonko. – odezwał się Jacob, tonem zdenerwowanego rodzina, który chce przedstawić, swoje chorobliwie nieśmiałe dziecko, znajomym. 
Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie…. Zacisnęłam wargi i wstałam sztywno, wciąż odwrócona do przybyłych tyłem. Wygładziłam bluzkę i obciągnęłam lekko za krótkie, sprane rock’n’rollowe spodenki, które kupiłam jeszcze zanim rozpoczęłam karierę. Normalnie nigdy nie zachowywałam się tak dziko i nienaturalnie. To stresujące i dziwaczne sytuacje tak na mnie działają. Car, weź się w garść, graj i baw się dobrze.- powiedziałam sobie w myślach, odwracają się na pięcie i posyłając wszystkim uśmiech, umysłowo pozostawiającej wiele do życzenia. 
Mój wzrok najpierw padł na mojego przyjaciela, który także uśmiechał się w chorobliwy sposób i gorączkowo pokazywał oczami w lewo. Odwróciłam głową w tamtą stronę i …
On tam stał. Wyluzowany, z rekami w kieszeniach czarnych, stanowczo za ciasnych spodniach, które opinały się na nim, w niektórych hmm… strategicznych miejscach….  Poczułam, że się rumienię, więc czym prędzej przeniosłam wzrok na jego twarz. Miał jasne spojrzenie marzyciela, który nie chce zdradzać się ze swoją wrażliwością. W ładnych ustach czaił się filmowy, łobuziarki uśmieszek, co potęgował kolczyk w dolnej wardze. Chłopak imieniem Luke przeczesał dłonią włosy, także badawczo mi się przyglądając. Uśmiechnął się z zakłopotaniem, jakby patrząc na mnie  nie wiedział, co ze mną począć. Jakbym była szczeniaczkiem, którego ktoś porzucił mu w kartonie na próg, bez  żadnego listu ze słowem wyjaśnienia.
- Cześć.- odezwałam się pierwsza, żeby zminimalizować wrażenie, że jestem dzikusem.
-Hej. – powiedział na wydechu, jakby całe to zapoznawanie się okropnie go nudziło. Nie spodobało mi się to. Ej, koleś, to może ziewnij, bo nikt nie dostatecznie zauważył, jak bardzo ci coś nie pasuje.-pomyślałam. Chyba było widać, ze coś poszło nie tak, na samym wstępnie, bo Jacob przerwał rozmowę z jakimś facetem, który musiał być menagerem Luka i podszedł do nas.  
- Car, Luke no to przedstawienie czas zacząć, nie? Idźcie się pokazać , a my uzgodnimy szczegóły. – powiedział dziarskim głosem, jak opiekun na obozie, zachęcający dzieci do bliższego poznania się.
Z minuty na minutę cały plan coraz mniej mi się podobał. Z moich mrocznych wizji ucieczki od tego lalusia, wyrwał mnie ciepły, męski głos:
- To co? Ubieraj płaszczyk i idziemy się zabawić.- to Luke. Skinął na mnie podbródkiem, przeczesał włosy wyuczonym ruchem i ruszył pewnym krokiem do wyjścia.
Zabrałam z oparcia fotela swoją skórzaną torbę i ruszyłam za nim, tupiąc głośno swoimi botkami  na twardym obcasie, Wyszłam z mieszania, bez słowa pożegnania, zatrzaskując za sobą drzwi. Luke stał uparty luźno o ścianę, jakby właśnie pozował do jakiejś gigantycznej sesji zdjęciowej i uśmiechał się głupio, patrząc na mnie z góry.
- A gdzie twój płaszczyk, co „ Car”?- zapytał zaczepnie. Minęła go z rozpędem i rzuciłam przez ramię:
- Nie mam płaszczyka. Ciepło jest. I nie nazywaj mnie „Car”. Dla ciebie jestem Carmen, no chyba że zapyta cię dziennikarz, wtedy śmiało nazywaj mnie jak chcesz, tylko nie kotek, czy rybka, albo myszka. Nie, myszka odpada.
Wiedziałam, że nie tak powinno rozpoczynać się nową znajomość, szczególnie taką, jak ta nasza, ale co poradzę, że coś w nim okropnie mnie irytowało. Możliwe iż był to fakt, że Luke doskonale wiedział o swoich zbyt ciasnych, strategicznych spodniach…
- Spoko, słonko. – powiedział chłopak, podnosząc ręce w geście kapitulacji.
Ruszyliśmy korytarzem, zjechaliśmy windą na sam dół, ale tuż przed rogiem, za którym znajdował się przestronny hall z recepcją, Luke chwycił mnie za dłoń. Jego ciepły dotyk sprawił, że po moim ramieniu rozszedł się niespodziewany, ostry dreszcz. Zerknęłam na niego, ale on wyglądał, jakby nic się nie stało.  
- Tu aż się roi od tych wścibskich kretynów, więc lepiej włącz tryb gry i pokaż wszystkim, jaką jesteś dobrą aktorką.- stwierdził przyciszonym głosem w swoje ramię. – Jesteśmy parą. Zakochani bez pamięci. Nie widzimy poza sobą świata. Także wiesz, to ma być profesjonalne kino dla wymagających- Luke przypominał motywującego trenera.
Zacisnął mocniej palce na mojej dłoni i pociągnął za sobą do hallu. Od razu otoczyła nas chmara dziennikarzy. Nie mam zielonego pojęcia skąd oni wiedzieli gdzie i kiedy mają być i czy im się to opłaci… Choć… Gdy teraz tak sobie myślę, to Luke zapewne nie za bardzo starał się ukryć fakt, co go tu sprowadza. Trochę to żenujące, ale da się z tym żyć… Jeśli trzeba.
Tak jak mówił mój „ chłopak” ( od siedmiu boleści), przełączyłam się na tryb gry. Byłam w swoim żywiole artysty. I, jak zauważyłam podczas krótkich rozmów z rozwrzeszczanymi reportami, Luke też nieźle sobie radził. Uśmiechał się do mnie z maślanymi oczami, używał słodkich słów („Kocham, kocham kocham…”) i co chwilę całował mnie przelotnie w policzek. Gdyby spróbował w usta, prawdopodobnie dostałby mocnego, prawego sierpowego, pozbył się kilku zębów, a ja mogłabym się pożegnać z dopiero co rozkwitającą karierą aktorki. Chłopak musiał czuć zagrożenie, więc nawet nie zbliżał się do punktu „U”. 
Gdy wychodziliśmy budynku ręka Luka zjechała po moich biodrach nieco za nisko i czym prędzej, jak oparzona, podciągnęłam ją sobie łokciem na połowę pleców. Chłopak prychną i popatrzył na mnie złośliwie.
- Słonko, to ma być przekonujące przedstawienie, czy teatrzyk dla ubogich? – zapytał sarkastycznie, pozwalając swojej dłoni zsunąć się spokojnie na moje pośladki. Popatrzyłam na niego spode łba, ale już nie zaprotestowałam . Wiedziałam, ze jutro dłoń luka na moim tyłku na pewno obiegnie już dwa razy Internet, a gazety pokuszą się o kolorowy druk na błyszczącym papierze. 


                         http://38.media.tumblr.com/09749e4e36ffa1d15a1bad8a3c23133b/tumblr_n6amwmFx091t999oko1_500.gif

1 komentarz:

  1. Witaj!
    Jestem nową stażystką Internetowego Spisu. Zajmuję się robieniem zwiastunów. Jak możliwe wiesz, Maddie niestety odeszła z załogi, a ponieważ to u niej zamówiłaś zwiastun od niej go niestety nie otrzymasz :/ Dlatego też zostałam poproszona o wykonanie go. Oczywiście, decyzja należy do Ciebie i dlatego chciałabym Cię zapytać, czy jeszcze Ci zależy na tym zwiastunie, czy nie będzie Ci przeszkadzało, jeśli to ja go wykonam? Byłabym wdzięczna za odpowiedź na mojego maila marlekna4@gmail.com :) Pozdrawiam ;)
    Luna

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Wattpad